Niedziela, 16 luty 2020
Coraz więcej nas

Porównaliśmy zaludnienie powiatu grójeckiego na przestrzeni ostatnich 15 lat. Z oficjalnych danych wynika, że mieszkańców powoli przybywa. Nie wszystkie gminy mają jednak powody do zadowolenia.


Zgodnie z danymi udostępnionymi przez Główny Urząd Statystyczny, 30 czerwca 2019 r. powiat grójecki oficjalnie zamieszkiwały 98334 osoby, z czego 50,8% stanowią kobiety, a 49,2% – mężczyźni. Około 64% mieszkańców Grójecczyzny żyje na terenach wiejskich.
15 lat temu, 31 grudnia 2004 r., powiat grójecki liczył 96597 obywateli, ale wówczas nieco inaczej przedstawiała się struktura ludności w podziale miasto – wieś. Ludność miejska stanowiła 33,4% ogółu mieszkańców, zaś wiejska – 66,6%.

Uciekają do miast
Zarysowała się u nas tendencja polegająca na tym, że na terenach miejskich ludzi przybywa, natomiast na wiejskich ubywa. Statystyka ma jednak to do siebie, że generalizuje, przez co rzeczywisty obraz struktury zamieszkania naszego powiatu może się nieco zacierać.
Prostym przykładem takiej generalizacji jest wrzucenie do jednego worka z napisem „mieszkańcy miast” ludzi żyjących we wszystkich czterech miastach naszego powiatu: w Grójcu, w Warce, w Mogielnicy i Nowym Mieście nad Pilicą. Dwa pierwsze, położone w stosunkowo korzystnej lokalizacji, dość wyraźnie rozrastają się. Grójcowi – w porównaniu do sytuacji sprzed 15 lat – przybyło prawie 2 tys. oficjalnych mieszkańców (nie wspominam o dużej grupie osób, które rzeczywiście zamieszkują miasto, a nie są ujęte w żadnych statystykach). Z kolei Warka w tym samym czasie zwiększyła swoją populację o nieco ponad 900 osób.
W Mogielnicy i Nowym Mieście nad Pilicą, a więc ośrodkach dużo mniejszych i już nie są tak korzystnie położonych, sytuacja demograficzna jest zgoła odmienna. Na przestrzeni 15 lat Mogielnica straciła ponad 200 mieszkańców, zaś Nowe Miasto nad Pilicą – 130.
Statystycznie mieszkańców terenów wiejskich ubywa dość wolno – od końca 2004 r. populacja osób żyjących w niewielkich miejscowościach zmniejszyła się raptem o niespełna 700 osób. Musimy jednak pamiętać, że w tej samej kategorii została sklasyfikowana zarówno np. podgrójecka Lesznowola, gdzie bardzo mocno rozwija się budownictwo jednorodzinne, jak i niewielkie, niezbyt dobrze skomunikowane typowo rolnicze miejscowości, gdzie ludzi jest coraz mniej.


Grójec coraz większy
Z 10 gmin powiatu grójeckiego w 6 liczba mieszkańców wzrasta. Liderem jest oczywiście gmina Grójec, którą zamieszkuje 25,7 tys. osób, o 2,8 tys. więcej niż w 2004 r.. Ludzie dość chętnie osiedlają się zarówno w samym mieście, jak i na okolicznych terenach wiejskich (np. we wspomnianej Lesznowoli).
Coraz lepiej wygląda też populacja gminy Warka, która zwiększyła się w przeciągu 15 lat o niespełna 300 osób. Dodatni bilans to efekt osadnictwa na terenie samej Warki. Z kolei w wiejskich ośrodkach, wchodzących w skład tej gminy, mamy do czynienia ze sporym ubytkiem ludności (o około 600 osób).
Większe lub mniejsze powody do radości mogą mieć też władze Chynowa, Pniew, Goszczyna i Jasieńca. W tej pierwszej gminie mieszka 9837 osób, o 444 więcej niż półtorej dekady temu. W tym przedziale czasu populacja Pniew zwiększyła się o 132 osoby, z 4665 na 4797.
Minimalne zwiększyła się też liczba mieszkańców Goszczyna. W tej chwili mieszkańcami tej gminy jest 2960 osób. W 2004 r. było ich 2935. Co ciekawe, 9 lat temu, w 2010 r., sytuacja była jeszcze lepsza, bo zamieszkiwało tu ponad 3 tys. obywateli.
Na malutkim plusie znalazł się jeszcze Jasieniec, gdzie liczba mieszkańców od 15 lat utrzymuje się w zasadzie na tym samym poziomie. Porównując statystyki z 2004 r. i 2019 r., w tej gminie obecnie mieszka o 13 osób więcej.
W demograficznym odwrocie znalazły się gminy: Mogielnica, Nowe Miasto nad Pilicą, Belsk Duży i Błędów. Procentowo najgorzej sytuacja wygląda w Nowym Mieście, gdzie od 2004 r. populacja zmniejszyła się prawie o 8%. W Błędowie jest niewiele lepiej. Zanotowano tam spadek ludności na poziomie 7%. W Mogielnicy liczba mieszkańców zmalała o 5,4%, a w Belsku Dużym – o 4%.

Im bliżej, tym lepiej
Głównym czynnikiem, wpływającym na wzrost populacji Grójca, jest bliskość Warszawy. Oba miasta są również stosunkowo dobrze skomunikowane (na bliskości stolicy zyskują też Chynów i Pniewy). W dodatku PKS realizuje między nimi wiele połączeń. A za parę lat dojazd powinien być jeszcze lepszy, ponieważ zostanie oddana do użytku trasa S7, dzięki której – przynajmniej w teorii – będzie można dotrzeć do stolicy w ciągu 20 minut.
Ale i w samym Grójcu oraz najbliższych okolicach da się znaleźć zatrudnienie. Jest tu kilka większych (Ferrero, Faurecia, Pepsi), średnich (np. sporo sklepów spożywczych czy firm z branży sadowniczej) i mniejszych zakładów pracy. Ten fakt – co oczywiste – także ma znaczenie przy wyborze miejsca zamieszkania.
Potencjał Grójca dostrzegli już wiele lat temu deweloperzy. W mieście od dłuższego czasu szybko rozwija się i – jak przypuszczam – także w przyszłości będzie się rozwijać budownictwo wielorodzinne. Firmy nie mają problemów ze sprzedażą lokali. Tym bardziej, że są one tańsze niż w Warszawie.

Coraz mniej rolników
Jeśli na terenach wiejskich przybywa mieszkańców, to głównie za sprawą nierolników. Wiele osób w małych miejscowościach poszukuje spokoju, większego kontaktu z naturą, albo bardziej przyziemnych rzeczy: miejsca na duży trawnik, grilla, ogródek warzywny czy altanę. O to w miastach jest znacznie trudniej, bo raz, że niewiele jest tam wolnej przestrzeni, a dwa, że ceny ziemi bywają astronomiczne.
Z drugiej strony coraz mniej osób chce zajmować się rolnictwem, a mówiąc ściślej w kontekście Grójecczyzny – sadownictwem. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy poszukiwać w trawiącym od kilku lat tę branżę kryzysie. Młodzi ludzie, nie chcąc zmagać się z problemami, które teraz zaprzątają głowy ich rodziców, coraz częściej poszukują swoich szans poza pracą na roli i wyjeżdżają do miast. Niestety, wyjścia z tego regresu na razie nie widać, co każe sądzić, że exodus będzie trwał. To smutne. Nikt przecież nie chce, by domy w jego okolicy się wyludniały, sady pustoszały, a szkolne korytarze nie były zapełnione.

Nie grozi nam wyludnienie
W 2017 r. Główny Urząd Statystyczny opublikował prognozę, z której wynika, że do 2030 r. niektóre polskie gminy stracą 1/4 ludności. Największe powody do zmartwienia ma Hel (powiat pucki), skąd – jeśli statystyka się sprawdzi – ubędzie 29% obywateli. Wielki problem mają też na przykład dwa podlaskie samorządy: Dubicze Cerkiewne (prognozowany ubytek mieszkańców: 25%) czy Milejczyce (24%).
Dobra informacja jest taka, że na liście terenów najbardziej zagrożonych wyludnieniem nie ma samorządów powiatu grójeckiego.
Takich problemów jak Hel czy Dubicze Cerkiewne nie mają na pewno podpoznańskie gminy Komorniki i Dopiewo, które do 2030 r. mogą powiększyć swoją populację o około (!) 50%. O atrakcyjności tych miejsc nie decyduje jednak przede wszystkim czyste powietrze, lecz położenie w pobliżu dużych ośrodków miejskich.
Dominik Górecki