Wtorek, 07 kwiecień 2020
Wspomnienie mjr Kołomańskiego

18 stycznia zmarł major Marian Kołomański (ur. 1923), jeden z ostatnich grójeckich członków Szarych Szeregów i żołnierzy Armii Krajowej. Wielokrotnie miałem okazję posłuchać jego wspomnień. Nie tylko tych z czasów wojennych, ale również z okresu II Rzeczypospolitej, kiedy uczęszczał na zajęcia sportowe w Towarzystwie Gimnastycznym Sokół. Wspominając tego ciepłego i humoru człowieka, chciałbym się nimi podzielić z Czytelnikami „Życia Grójca”.

- Przed wojną chodziłem trenować do grójeckiego Sokoła. Ćwiczyliśmy w drewnianej sokolnicy przy ul. Piotra Skargi, na przeciwko placu, gdzie jest teraz remiza strażacka. Mieszkałem blisko, też na Skargi, na dole, dwieście metrów od sokolni. Budynek był parterowy, ale wysoki. Była tam sala do ćwiczeń oraz scena na której odbywały się różne przedstawienia i występy. Ćwiczyłem na drążku. Na placu przed budynkiem sokolni można było trenować rzut dyskiem. Służyła do tego specjalna obręcz na nóżkach. Rzucano kulą – wspominał pan Kołomański. - Na treningi przychodziło dużo starszych kolegów. Byli niezwykle sprawni. Pięknie ćwiczyli na poręczach, na drążkach i linach. Wielu ludzi przychodziło ćwiczyć. Przyprowadziłem kilku kolegów z gimnazjum. Jeden był bardzo zadowolony. Potrafił robić wymyk. Raz próbowałem zrobić wymyk, ale nie udało mi się. Byłem bardzo drobnym chłopakiem. Ale potrafiłem podciągać się i robić jaskółkę. Zawsze przy ćwiczeniach asystował nam starszy kolega, który dbał, żeby nikomu nic się nie stało – kontynuował swoją opowieść.

 

Czasy sokoła

W sokolni odbywały się pokazowe walki bokserskie. Trenowali też zawodnicy innych dyscyplin. – W skoku w dal najlepszy był Nowicki. Zawody odbywały się w parku. Tam były specjalne tory, była skocznia. Potem zawody odbywały się również na boisku szkolnym, obok obecnej Szkoły Podstawowej nr 1. Popularne były też biegi trzeciomajowe – wspominał. Toczyła się wtedy zawzięta rywalizacja Sokoła z organizacją Strzelec związaną z władzą sanacyjną. – Było wtedy nie tylko  święto, ale i święta wojna. Pamiętam jeden z biegów na Trzeciego Maja na dystans kilku kilometrów. Prowadził reprezentant Sokoła, a zawodnik Strzelca nie miał siły dobiec do mety i go podtrzymywali. Dobrym biegaczem był Józef Kłopociński. Pamiętam, że dostał nagrodę za zwycięstwo od komisarza miasta, bo nie było wtedy burmistrza. Na zawody przychodziło dużo mieszkańców Grójca. Kibicowali, komentowali, spierali się ze sobą – wracał z uśmiechem do lat 30. XX wieku pan Kołomański.

– Podczas derbów z Legionem przy wyniku 0:0, sędzia odgwizdał rzut karny dla Sokoła. Do piłki podszedł piłkarz ze Śląska Oskar Pilarek, ustawił futbolówkę na jedenastym metrze, cofnął się, zrobił trzy kroki do przodu, a kiedy bramkarz rzucił się, Pilarek znowu się cofnął, tym razem o krok, i lekko strzelił w drugi róg. To był decydujący moment meczu. Gol zadecydował o zwycięstwie Sokoła – relacjonował. Teraz przepisy nie pozwalają na takie wykonywanie rzutów karnych.

– Piłkarze „Sokoła” występowali w koszulkach w pionowe pasy. Bramkarzem był Władysław Zylberg, podczas okupacji żołnierz AK, byłem z nim w jednej grupie konspiracyjnej. Zginął podczas nieudanej akcji w Tarczynie. Niezwykle szybki był Piotr Nowicki, wygrywał zawody na sto metrów rozgrywane w parku przy GOK – wspominał.

Kluby sanacyjne

Przed wojną Grójec był siedzibą związanego z sanacją Legionu, Sokoła oraz żydowskich, Hapoelu, Gwiazdy i Jutrzenki. Sokół w sezonie 1936/1937 i 1937/38 występował w klasie C, najniższej klasie rozgrywkowej. Warszawski Okręgowy Związek Piłki Nożnej zatwierdził zespół do rozgrywek w sierpniu 1936 r., ale do rozgrywek drużyna dołączyło dopiero wiosną 1937 r., po rundzie jesiennej, zajmując miejsce po Okęciance Warszawa. W sezonie 1937/38 mistrzowie grup wchodzili bezpośrednio do B-klasy, Sokół grał w grupie II C-klasy z B 34, Nordyją, Hasmoneą, Łomiankowskim KS i Mogielanką. Wyniki rundy jesiennej: Nordyja – Sokół 1:5 (21.08), ŁKS – Sokół 4:4 (29.08), Sokół – Mogielanka 3:4 (05.09), Sokół – Hasmonea 6:4 (19.09), Sokół – B 34 1:2 (17.10). Jak większość klubów Sokół został zawieszony 6 września 1937 r. za niepłacanie drobnych kar pieniężnych nałożonych przez Wydział Gier i Dyscypliny WOZPN.

Nie wiadomo kiedy założono drużynę piłkarską Sokoła, ale istniała już w 1934 r. Zarząd klubu mieścił się u Eugeniusza Kuczyńskiego przy ul. Radomskiej 7, niedaleko poczty. Prezesem TG Sokół i klubu piłkarskiego był Bolesław Łukowski, prezes Syndykatu Rolniczego i Stronnictwa Narodowego. – Był przemiłym mężczyzną. Mój wuj, Stanisław Słoniewski, który pracował w Syndykacie, przyjaźnił się z nim. W 1945 r. Łukowskiego zamordowało UB. W jego pogrzebie uczestniczyli prawie wszyscy mieszkańcy miasta. Sekretarzem klubu był Władysław Kostrzewa. Kasjer   Syndykatu, mieszkał na ulicy Ogrodowej w drewnianym domu, który zachował się do dziś. Po wojnie był kierownikiem Domu Książki – wspominała Hanna Wojdalska. Kierownikiem sekcji piłki nożnej był Aleksander Majewski.

Na liście trzynastu zawodników zatwierdzonych przez WOZPN do gry, widnieją następujące nazwiska z datami urodzin: Ejmocki Stanisław (10.02.1910), Katana Kazimierz (11.10.1911), Kuczyński Eugeniusz (16.9.1912), Łętowski Stanisław (20.10.1911), Markowski Stanisław (5.5.1917), Nowicki Piotr (28.6.1909), Ołowiński Kazimierz (17.2.1918), Oszczak Władysław (23.11.1919), Ukleja Jan (7.2.1911), Winek Marian (8.9.1910), Zakrzewski Stanisław (11.10.1918), Zaszewski Jan (23.6.1919), Zylberg Władysław (26.11.1919). Pozostali piłkarze Sokoła, zatwierdzeni później: Łętowski Kazimierz (grał w 1936 r. w Stryjance Stryj, przed przejściem do Sokoła odbył karencję), Pilarski Olgierd (2.3.1911), Majewski Kazimierz (2.2.1916), Mydłowski Tadeusz (27.9.1914), Kołakowski Władysław (8.3.1914), Gibała Antoni (25.12. 1915).

Bywało gorąco

Zdarzało się, że na meczach interweniowała policja. Spotkaniem podwyższonego ryzyka były oczywiście derby Sokoła z Legionem. Na mecze z grójeckimi drużynami przyjeżdżały czołowe stołeczne drużyny i reprezentanci Polski. – Polonia Warszawa grała w Grójcu w najsilniejszym składzie, z Jerzym Bułanowem, kapitanem „czarnych koszul” i reprezentacji. Przyjeżdżała Skoda, Sarmata, drużyna wojskowa z Góry Kalwarii, w której grało kilku Ślązaków – wspominał pan Marian Kołomański.

Niestety, działalność Sokoła, kojarzonego z Obozem Narodowym nie podobała się ówczesnym władzom miasta i jej przedstawicielom związanym z obozem sanacyjnym.   - Moje treningi w Sokole nie podobały się Świątkowskiemu, dyrektorowi gimnazjum do którego uczęszczałem. Wezwał mojego ojca, który był policjantem i musiałem zrezygnować z treningów. Powiedział, żeby syn raczej tam nie chodził. Sokół był związany z przeciwnikami ówczesnej władzy – opowiadał pan Kołomański. – Bardzo podobały mi się ubiory Sokoła. Czerwona kurtka mundurowa ze stójką noszona na jednym ręku. Zawsze na Wielkanoc przy grobie była warta Sokołów. Stali też Strzelcy w mundurach. W Sokole było też kilka kobiet, które miały mundury i specjalne berety – podkreślał. Sportowcy i działacze z grójeckiego mieli jechać na zjazd sokołów na Śląsku. Niestety, wybuchła wojna.

Nie zapomnimy
To tyle wspomnień śp. Mariana Kołomańskiego. Natomiast najlepszym wspomnieniem o nim będzie fragment wypowiedzi jego wnuczki, Kasi Kołomańskiej, która tak go żegnała nad grobem: - Kochany Dziadku! Dziś nadeszła smutna chwila, musimy się pożegnać. Bardzo trudno uwierzyć, że Ciebie już nie ma, że już nie porozmawiamy. Nie usiądziesz już w fotelu i nie będziesz zabawiał nas żartami i wspomnieniami o kolegach i ludziach, których spotkałeś na swojej długiej drodze życia. Dziękujemy Ci za każdy dzień, za każdą chwilę, za każdą sekundę, którą mogliśmy spędzić z Tobą. To bardzo smutny moment, ból rozrywa serce, żal ściska gardło, łzy płyną do oczu. Ale dla nas tak naprawdę nigdzie nie odszedłeś, bo na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci. Twoje ślady nigdy w niej się nie zatrą. Zawsze będziemy pamiętać Twój uśmiech, Twoje ciepła słowa, mądrość, miłość i dobre rady, którymi nas obdarzałeś. Nie zapomnimy, że uczyłeś nas podchodzić do wszystkich ludzi z sercem i szacunkiem. Zawsze będziesz dla nas wzorem, jak iść przez życie z humorem, godnością i podniesioną głową. Odpoczywaj w pokoju Dziadku.

 
Tomasz Plaskota