piątek, 30 październik 2020
Pomoc dla "Tasiora"

– Pomagamy, ile możemy, ale cały czas jest potrzebne wsparcie dla Mariusza „Tasiora” Tkaczyka – mówi były żołnierz Jednostki Wojskowej GROM, prezes Zarządu Fundacji SPRZYMIERZENI z GROM Grzegorz Wydrowski w rozmowie z Tomaszem Plaskotą.

* na zdjęciu: pierwszy z lewej Grzegorz Wydrowski, były żołnierz JW GROM, prezes Zarządu Fundacji Sprzymierzeni z GROM.

 

Co decyduje o skutecznym przebiegu rehabilitacji?
Ważne jest wsparcie rodziny, znajomych, sąsiadów, kolegów. Podstawą jest zainteresowanie. Osoby, które przeszły wypadki czy choroby bardzo rzadko dzwonią do kogoś, żeby porozmawiać czy poprosić o pomoc. Jeżeli jeden ze znajomych przynajmniej raz w miesiącu zadzwoni do rehabilitanta, zbierze się kilkadziesiąt rozmówców. Wystarczy zadzwonić i zapytać co słychać, jakie robi postępy w rehabilitacji, jakie ma plany na przyszłość albo powspominać stare dzieje. Rehabilitanci nie potrzebują wsparciu w stylu: „a co ty teraz będziesz robił, jak sobie dasz radę”. Nie potrzebują też współczucia, bo oni już to przerobili w sobie. Potrzebują zastrzyku dobrej energii, kopa do przodu, podania silnej ręki.

Z myślą o wsparciu „Tasiora” powstał projekt o tajemniczej nazwie „1047”. Na czym on polega?
Pomysłodawcą i szefem projektu jest Damian Ligocki. Nazwa 1047 nie jest przypadkowa, tyle kilometrów ma Wisła od źródła na Baraniej Górze do ujścia w Bałtyku. Byli żołnierze płyną kajakami Wisłą, żeby zwrócić uwagę na trudną sytuację weteranów i zebrać pieniądze na leczenie potrzebujących. Projekt 1047 będzie co roku dedykowany innej osobie. W tym roku spływ Wisłą był dedykowany Piotrkowi „Ziębie” Ziębakowskiemu, żołnierzowi 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, który 11 listopada 2019 r. w wyniku pożaru mieszkania został ciężko poparzony i traci wzrok.

Pan też płynął?
Tak, płynęło nas czterech. Dołożyliśmy kilka dodatkowych kilometrów od siebie, popłynęliśmy starorzeczem Wisły do Zatoki Gdańskiej przy Westerplatte i finiszowaliśmy przy twierdzy Wisłoujście. Cała trasa zajęła nam 14 dni. Warunki były ciężkie, w sumie mieliśmy tylko dwa dni słoneczne, przez resztę czasu padał deszcz i wiał północny i północno-wschodni wiatr, więc płynęliśmy pod wiatr i pod fale. Między Płockiem a Włocławkiem fale sięgały nawet do półtora meta. Było dosyć ciężko i trochę niebezpiecznie. Ja nie służyłem z „Tasiorem” ani z „Ziębą”, byłem w GROMie, a oni w innych jednostkach, ale uznałem, że swoim udziałem w akcji podkreślę słuszny cel, czyli wsparcie dla kolegów weteranów z innych formacji.

Na czym opiera się dobór ludzi do jednostek specjalnych?
Nabór jest prowadzony na podstawie kwalifikacji na konkretne stanowiska. Selekcja służy temu, żeby już na etapie doboru ludzi do jednostek przyjmować osoby odpowiednio zmotywowane oraz przygotowane fizycznie i psychicznie. Jak mawiał śp. gen. Petelicki, selekcja w jednostce GROM trwa ciągle. Podczas służby psycholog cały czas obserwuje żołnierza, żeby stwierdzić, czy on nadaje się do służby.

A dlaczego miałby się nie nadawać?
Na kandydata mogą wpływać różne czynniki: rozwód, choroba w rodzinie, czy też wiele innych kwestii. A w czasie służby mogą one wpłynąć na bezpieczeństwo jego i jego kolegów, a nawet całej operacji na misji.

Co jest najważniejsze w szkoleniu, które przechodzi żołnierz sił specjalnych?
W Zespołach Bojowych JW GROM jest takie powiedzenie: „Trenuj jakbyś walczył, walcz, jak zostałeś wytrenowany”. Dlatego najwięcej wypadków zdarza się na treningach, a nie na misjach,ponieważ treningi są bardzo realistyczne i wymagające. Wyjazd na misje i przeprowadzenie operacji wiążą się z dużym ryzykiem, ale wszyscy żołnierze jednostek specjalnych są do nich odpowiednio psychicznie i fizycznie przygotowywani.

Kto nie może być żołnierzem sił specjalnych? Jakie cechy i predyspozycje dyskwalifikują człowieka?
Fizyczne elementy u żołnierzy sił specjalnych można wytrenować. Motywacji do poświęcenia się dla innego człowieka z narażeniem własnego życia i zdrowia nie da się nauczyć, to trzeba mieć w genach. Można o tym opowiadać, ale jak trzeba przejść selekcję i ciężkie szkolenie, to już chętnych nie ma. Większość z takich, co chcieli służyć, ale im coś przeszkodziło, ma swoje kanały na YT i rozbija nazewnictwo sprzętu na atomy (itd.) albo godzinami pisze o strzelaniu i taktyce, oczywiście krytykując wszystkich praktyków.

Każdego można wytrenować?
Oczywiście. Jeżeli człowiek nie boi się wody, nie ma wrodzonej klaustrofobii czy innych ukrytych wad. można go wytrenować. Wiadomo, że nie będzie olimpijczykiem, ale w siłach specjalnych nie ma ludzi, którzy są super w jednej dyscyplinie. Trzeba być średnim we wszystkim. Na tym polega przewaga sił specjalnych. Ludzie mają swoje ulubione dziedziny, jedni lubią biegać, inni pływać, a jeszcze inni skakać ze spadochronem. Wtedy przydziela się ich do grupy najlepiej odpowiadającej ich umiejętnościom. Jak mawiał gen. Petelicki: w siłach specjalnych liczy się średnia. Olimpijczyk wyspecjalizowany w jednej dyscyplinie nie da sobie rady w siłach specjalnych. Służba w takich jednostkach na pewno nie jest zajęciem dla egoisty, bo koleżeństwo i dbanie o drugiego człowieka jest podstawą Oddziałów Bojowych. Jeżeli ktoś będzie grał na siebie i chciał błyszczeć, zostanie naturalnie odrzucony przez grupę. Doskonale atmosferę jednostek specjalnych oddaje powiedzenie starego bosmana z Navy SEAL’s: „Jeżeli przychodzisz do nas dla orderów i poklasku, to źle trafiłeś. Siły specjalne nie są dla ciebie”.

16 czerwca minęła ósma rocznica śmierci twórcy JW GROM gen. Sławomira Petelickiego (1946-2012). Jak go pan wspomina?
Jako wybitnego dowódcę i wielkiego wizjonera. Współczesne polskie wojska specjalne są realizacją jego rozszerzonej wizji JW GROM sprzed ponad trzydziestu lat. Kiedy przychodziłem do GROMu, w 1998 r., już wówczas trenowaliśmy wspólne działania naszych jednostkowych pilotów, jednostek zabezpieczenia i wsparcia oraz kordonów wewnętrznych i zewnętrznych. Szkoda tylko, że pomysły gen. Petelickiego zostały skopiowane przez inne osoby i wprowadzone w życie jako ich własne.

Służył pan pod jego dowództwem na polu walki?
Nie, chociaż byłem na pięciu misjach zagranicznych jako żołnierz GROM. Pan Generał był na misji na Haiti, a później zajmował się dowodzeniem i szeroko rozumianym administrowaniem całej jednostki. Przyjmował mnie do GROMu, mam legitymację z jego podpisem. Po skończeniu kursu podstawowego wręczył mi szary beret, który jest największym wyróżnieniem dla żołnierzy Oddziałów Bojowych GROM. Był też na moim pożegnaniu, kiedy odchodziłem na rentę z jednostki.

Czy wszystkie okoliczności samobójczej śmierci gen. Petelickiego zostały wyjaśnione?
Jak powiedział jeden z naszych dowódców, pułkownik Piotr Gąstał, jeżeli ktoś, wie coś więcej niż ustaliło śledztwo, niech podzieli się swoją wiedzą z prokuraturą. A jeżeli tego nie robi, to niech swoją opinię zostawi dla siebie.

Niektórzy postrzegają wyjazdy polskich żołnierzy na misje zagraniczne wyłącznie w kategorii dobrego zarobku. Był pan na pięciu misjach zagranicznych, jak pan odnosi się do takich opinii?
Takie oceny są śmieszne i krzywdzące dla żołnierzy. Ciekawe, czy ktoś, kto tak ocenia żołnierzy wyjeżdżających na misje, za 12.000 czy 15.000 tysięcy złotych miesięcznie zdecyduje się narazić swoje życie, zdrowie i przyszłość rodziny? Przecież na niektórych stanowiskach w korporacjach można zarobić znacznie więcej i nie trzeba ryzykować. Jeszcze więcej zarabiają właściciele prywatnych firm, nawet pracownicy na niższych szczeblach, rolnicy i ogrodnicy.