środa, 08 lipiec 2020
Syn Ziemi Grójeckiej - profesor Jan Czekanowski

Sto lat temu, decyzją Konferencji Pokojowej w Paryżu Polska po latach zaborów  wróciła na mapę Europy. Kształt granic odrodzonej Rzeczypospolitej nie był dziełem  przypadku. Ale efektem poświęcenia polskich żołnierzy i dyplomacji kierowanej  przez Romana Dmowskiego (1864-1939). Udział w kształtowaniu granic Niepodległej  miał syn Ziemi Grójeckiej, prof. Jan Czekanowski (1882-1965), urodzony w Głuchowie  ekspert naukowy Delegacji Polskiej na konferencję wersalską (1918-1919).  6 października minęła 137 rocznica jego urodzin.

Prof. Czekanowski był w latach 1918-20 ekspertem Delegacji Polskiej na Konferencję Pokojową w Paryżu. Przygotowane przez niego ekspertyzy statystyczne i narodowościowe były podstawą do kongresowych rozważań, gdzie ma zostać wyznaczona dokładna granica Polski. Pełnił też funkcję członka Biura Prac Kongresowych oraz pracownika Wydziału Prasowego Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu, który pod przewodnictwem Romana Dmowskiego kierował pracami Delegacji Polskiej na konferencji wersalskiej.

Lwów, Głuchów i Kośmin
To, że reprezentował Polskę na najważniejszej po I wojnie światowej konferencji pokojowej nie było dziełem przypadku. Jego dorobek naukowy cieszył się poważaniem w Europie. - Był człowiekiem dużej klasy i wysokiej kultury, osobą niezwykle towarzyską, o dużym poczuciu humoru. Rozmowy z nim były wspaniałe. Podczas wykładów opowiadał masę anegdot, mówił o słynnej wyprawie afrykańskiej – wspomina w rozmowie z „Życiem Grójca” seminarzysta prof. Czekanowskiego w latach 1958-1960, antropolog z Akademii Pomorskiej w Słupsku, dr Franciszek Rożnowski. Udział w wyprawie
zorganizowanej przez księcia Adolfa Meklemburskiego, która na początku XX stulecia badała międzyrzecze Konga i Nilu prof. Czekanowski opisał w książce „W głąb lasów Aruwimi”. Prof. Czekanowski był rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie (1919-20 i 1934-36) oraz profesorem i wykładowcą tej uczelni (1913-41), profesorem KUL, członkiem Polskiej Akademii Umiejętności (1933-35). Rodzinie Czekanowskich, profesorowi, żonie Elżbiecie Sergejewskiej, Rosjance poznanej na studiach w Zurichu oraz córkom Zofii i Annie udało się przeżyć sowiecką i niemiecką okupację Lwowa.

– W 1942  roku wyjechaliśmy do rodziny w Grójeckie, a po krótkim pobycie we Lwowie na przełomie 1943/1944 r. wyjechaliśmy już na stałe – wspomina etnomuzykolog prof. Anna Czekanowska w książce „Świat rzeczywisty – świat zapamiętany” i podaje dokładną datę pożegnania z ukochanym miastem: 8 maja 1944 r. W Grójeckim do rodziny Czekanowskich należały dobra Głuchów i Kośmin, którymi zarządzał starszy brat naukowca, Stanisława, autor niezwykle interesujących wspomnień „Roczniki długiego żywota mego”. Trudno się dziwić, że Czekanowscy wyjechali ze Lwowa. Ponowna sowiecka okupacja miasta mogła skonczyć się wywózką na Syberię albo wymordowaniem całej rodziny. - Ojciec mój, zresztą po doświadczeniach negocjacji na konferencji pokojowej w Paryżu (1919), a zwłaszcza po trudnych rozmowach z Lloydem George'em niewiele miał
złudzeń co do możliwości przyznania Polsce Lwowa przez powojenny układ sił. Jak się niestety okazało, miał rację, gdyż decyzje na niekorzyść Lwowa już podówczas zapadły – dodaje prof. Anna Czekanowska. Brytyjski premier Lloyd George był jednym z najważniejszym uczestnikiem konferencji wersalskiej i politykiem, który sprzeciwiał się polskim roszczeniom granicznym. Po wojnie prof. Czekanowski pracował na Uniwersytecie Poznańskim (1946-60). W czasach stalinowskich, od 1953 do 1956 r. podobnie, jak wielu innych przedwojennych naukowców, którzy nie podzielali marksistowskiej wizji nauki był zawieszony w wykonywaniu zawodu. Formalnie był wykładowcą i pobierał pensję, ale nie wykładał, ani nie prowadził seminariów ze sudentami. Do normalnej pracy dydaktycznej, czyli do wykładów i prowadzenia seminariów magisterskich ze studentami pozwolono mu wrócić dopiero po Październiku 1956 r. W 1960 r. z racji na wiek przeszedł na emeryturę, jednak nadal prowadził zajęcia ze studentami.

Spory naukowe
Charakter i klasę prof. Czekanowskiego odzwierciedla doskonale opowieść naszego rozmówcy, doktora Rożnowskiego. - Pewnego razu profesor zaprosił mnie na konferencję antropologiczną, gdzie miał wystąpienie również odkrywca Biskupina prof. Józef Kostrzewski, który miał mówić o broni i walkach Słowian. Prof. Kostrzewski wystąpił ze swoimi tezami na temat Słowiańszczyzny, a prof. Czekanowski, który siedział i drzemał, w pewnym momencie podniósł rękę i mówi: bardzo przepraszam pana profesora, ale są tu osoby, które mają zupełnie inne poglądy na tę kwestię. Zaczęła się dyskusja, dwaj wybitni luminarze nauki postrzelali wiedzą do siebie. Sesja się skończyła. Zbieramy się do wyjścia, a Czekanowski wziął pod pachę prof. Kostrzewskiego i mówi: No, Józiu mój, cośmy sobie powiedzieli, to powiedzieliśmy, teraz chodźmy do klubu profesorskiego na kawę. Franiu mój, chodź z nami, powiedział do mnie. Posiedziałem i posłucham bardzo przyjacielskiej rozmowy. Na tym polegała klasa dawnych profesorów. Mogli naukowo się sprzeczać, a byli dobrymi kolegami, mówili sobie po imieniu – wspomina z uśmiechem dr Rożnowski i dodaje: Teraz to by profesorowie się po obrażali i pewnie by nawet ręki sobie nie podali. Według prof. Czekanowskiego duży wpływ na kształtowanie władz państwa polskiego w X wieku miało plemię Gotów. - Wywodził dynastię Piastów z Połabian. O Gotach mówił, że dali zaczątek polskiej państwowości. Te sprawy będzie można wyjaśnić po zakończeniu badań DNA naszych przodków. Dostarczałem z Pomorza kolegom z Poznania materiał do badań z III, IV i V wieku z okresu wędrówek ludów. Badania prowadzi się na niespalonych kościach, na zębach albo na częściach skalistych kości skroniowej, która jest wewnątrz czaszki i jest najmniej narażona na uszkodzenia – wyjaśnia Rożnowski. 

Wspomnienia studenta
Prof. Czekanowski troszczył się nie tylko o rozwój naukowy i intelektualny swoich studentów. - Na piątym roku studiów, kiedy pisałem pracę magisterską odwiedzałem go w mieszkaniu na Cześnikowskiej w Poznaniu. Profesor zapraszał na godz. 9. Należało być punktualnym. Zawsze na stole stał przykryty białą serwetą koszyk z bułkami i prawdziwa kawa z mlekiem. Profesor zapraszał na śniadanie. Już jadłem – broniłem się. Nie było dyskusji, profesor mówił: wiem, co jecie na studenckiej stołówce. Siadaj, jedz. Student, który jest głodny, nie myśli co robi, więc najpierw zjedz, a później korzystaj z mojej biblioteki. Tylko nie próbuj przestawiać mi książek, jak wyjmiesz którąś, zaznacz kartką skąd ją wziąłeś. Potem będę szukał, a pamiętam, gdzie one wszystkie stoją. Trzeba było się pilnować, żeby nie wziąć na raz kilku książek. Bywałem u niego również po studiach, kiedy już pracowałem w Kołobrzegu – wspomina Rożnowski, który organizował w tym mieście m. in. muzeum Oręża Polskiego. - Podkreślał, że powinienem mieć przynajmniej jedne eleganckie spodnie, bo jak mówił, naukowiec musi zawsze dobrze wyglądać – śmieje się. Antropolog. Prof. Czekanowski przed I wojną światową przez pół roku pracował w Ermitrażu w Petersburgu i w muzeum lipskim. – Zapewniał, że
w muzeum można pracować naukowo. Pytał, o której wstaję. Powiedziałem, że o siódmej. Stwierdził, że to za późno. Radził, abym wstawał przynajmniej o szóstej, żeby więcej pracować naukowo – dodaje Rożnowski. Dużo palił mocnych papierosów „Sport”. – Jego starszy brat spod Grójca, który miał już ponad 90 lat, ubolewał, że profesor tak dużo pali - wspomina dr Rożnowski. Prof. Czekanowski prowadził seminaria ze studentami jeszcze na początku 1965 r. W wakacje pojechał wypocząć do Świnoujścia, niestety zmarł 20 lipca 1965 r. w wieku 83 lat w szpitalu w Szczecinie. Spoczywa w Alei Zasłużonych na Powązkach w Warszawie. – Ostatni raz widzałem go trzy miesiące przed jego śmiercią, chował coś do żelaznej skrzynki, którą miał na wyprawie w Afryce. Powiedział: Franiu, zapłaciłem ostatnią ratę za swój pogrzeb. Niestety, nie poinformowano mnie o jego śmierci i terminie pochówku – ubolewa dr Rożnowski. O odejściu swojego mistrza dowiedział się dopiero z gazet.


Tomasz Plaskota