Piątek, 18 październik 2019
Szkoła marzeń nie dla każdego

Zabrzmi to pewnie dziwnie w trakcie wakacji, ale rok szkolny 2018/19 wciąż trwa i jesteśmy właśnie świadkami jego wielkiego finału. W wielu, naprawdę wielu domach absolwentów gimnazjów i klas ósmych szkół podstawowych panuje huśtawka nastrojów i nerwowa atmosfera. Od oczekiwania, poprzez przygnębienie i radość w czystej postaci u tych, którym udało się zrealizować plany.

Przyczyną takiego stanu jest dobiegająca końca szczególna rekrutacja podwójnego rocznika do szkół średnich. Jest to efekt końcowy, przeprowadzonej przez byłą minister Annę Zalewską, reformy systemu edukacji w Polsce. W jej wyniku pośredni szczebel, jakim były gimnazja, wraz z całym ich dorobkiem odszedł do lamusa, a powróciły ośmioletnie szkoły podstawowe. O jeden rok dłużej będzie trwać teraz nauka w szkołach średnich. To one właśnie i kierujące nimi samorządy postawione zostały przed niełatwym zadaniem przygotowania odpowiedniej liczby miejsc dla absolwentów, którzy chcieli do nich aplikować. Wszystko w takim razie trzeba było przygotować razy dwa, bo gimnazjaliści i ósmoklasiści trafiali do innych klas. Nie byli mieszani ze sobą w rekrutacji.

Przygotowaniom tym towarzyszyło wiele znaków zapytania, choćby ze względu na swoiste kuriozum procesu rekrutacji, jakim było zdjęcie dotychczasowego limitu szkół, do których uczeń mógł aplikować. W ten sposób oprócz szkół tzw. pierwszego („szkoła marzeń”), drugiego wyboru, pojawiły się u niektórych rekordzistów nawet szkoły wyboru „nastego”. Po wyborze szkoły, uczeń wskazywał także profil klasy, który go najbardziej interesował. Bezsprzeczny rekord należy do warszawiaka, który zadeklarował chęć nauki w… bagatela 197(!) klasach.

To powodowało chaos i wywoływało pewien niepokój dotyczący zjawiska „blokowania” miejsc w najbardziej obleganych placówkach. Nastał taki czas, niestety, że o ocenie wielu ważnych zjawisk społecznych w tej chwili nie decydują względy merytoryczne, a raczej poglądy którejś ze stron. Wsłuchując się i wczytując w słowa strony rządowej, odnosiło się wrażenie całkowitego spokoju. Liczba miejsc przygotowanych w szkołach była o wiele wyższa niż absolwentów podwójnego rocznika. Pieniądze zabezpieczone na potrzeby reformy też.

Samorządy mają obowiązek sobie poradzić, więc problemu nie ma. Biorąc pod uwagę poglądy przeciwników reformy, można było mieć niemal pewność, że szkoły nie ruszą i nastąpi całkowity Armagedon. Rodzice, a przede wszystkim najbardziej zainteresowani – młodzież wskazywali na istotne zagadnienie, że ich życie to marzenia i ambicje, a nie tylko zgadzające się na papierze statystyki. Od szkoły do której teraz trafią zależą ich dalsze losy z zawodowymi włącznie. To w tym momencie zaczyna się kształtować ich dorosłe życie, a już na samym początku tej drogi nie tyle napotykają na wyboje, a raczej na Himalaje. – Miałem dużo punktów, ale przestraszyłem się zbyt dużej konkurencji i nie złożyłem papierów do warszawskich szkół. Czułem, że to niesprawiedliwe, że nie mam takich szans jak np. koledzy starsi o rok. Dorośli podejmują jakieś niezrozumiale dla nas decyzje, bawią się nami, a potem to my musimy ponosić konsekwencje – mówił Maciek, lat 16, absolwent gimnazjum, które ukończył z wyróżnieniem i bardzo dobrymi wynikami na świadectwie i z egzaminu. Tak brzmi wymiar ludzki, nie statystyczny. Obawy Maćka okazały się słuszne. Do wymarzonych klas nie dostawali się nawet ci, którzy w procesie rekrutacji uzbierali 190 punktów (na 200). W najlepszych liceach powstały klasy składające się tylko i wyłącznie z olimpijczyków. Żaden inny uczeń nie miał szansy, o której wspominał Maciej.

Dane spływające po pierwszym, na szczęście nie ostatnim etapie rekrutacji, były zatrważające. Szczególnie w największych miastach, gdzie zlokalizowane są najbardziej prestiżowe, a tym samym „pożądane” szkoły średnie. W stolicy, która – przypomnę – jest również kierunkiem edukacyjnym dla naszej młodzieży, do szkół nie dostało się 3000 osób. W Poznaniu – 3500, Wrocławiu – 1600 i Łodzi – 460. – Tegoroczna rekrutacja była wyzwaniem dla każdego z nas. W czasie roku szkolnego wszyscy staraliśmy się o jak najlepsze wyniki. Niestety, z powodu reformy oświaty wielu z nas nie znalazło miejsca w wymarzonych szkołach pomimo wysokich średnich całorocznych – komentował rozgoryczony Mateusz.

Podane liczby będą zapewne maleć wraz z kolejnymi etapami rekrutacji.Rozżalenia i gniewu nie ukrywają Rodzice. Ci najbardziej zapalczywi szykują pozwy zbiorowe przeciwko MEN. Wyważony w poglądach Darek, tata Damiana powiedział: – Syn dostał się do szkoły, którą sobie wybrał. Dla nas, rodziców, rekrutacja nie zaczęła się w kwietniu egzaminami czy w czerwcu podczas składania papierów do szkoły. Ta rekrutacja zaczęła się już 2 lata temu, gdy dowiedzieliśmy się z żoną jaką reformę szkolnictwa nam zafundowano. Mama Damiana dodała: – Dlaczego znowu wszystko odbywa się kosztem naszych dzieci? Dlaczego kosztem nas rodziców? Nie chcę się więcej na ten temat wypowiadać, bo każdy, kto ma dziecko w wieku rekrutacyjnym, wie, co mam na myśli. – Chaos, dzieci z podwójnego rocznika jeszcze rok wcześniej z taką liczbą punktów dostałyby się do dużo lepszych szkół. Ciekawe też, jak oni się pomieszczą, i czy ta sama liczba nauczycieli, która uczyła 4 klasy w pionie ogarnie 10 – mówiła wprost mama ósmoklasistki Oli.Z kolei mój serdeczny przyjaciel pracujący w największym liceum na warszawskiej Woli, ojciec dziecka z podwójnego rocznika mówi, że całe to rekrutacyjne czarnowidztwo było rozdmuchane do granic absurdu.

Szkoła sobie poradzi i już. Trudno się nie zgodzić. Szkoły zawsze muszą sobie ze wszystkim poradzić i to czynią. Pani Iwona Kwapisz dyrektor LO im. Piotra Skargi w Grójcu, w rozmowie z nami powiedziała, że od 1.09.19 roku w jej szkole będzie uczyć się 429 uczniów w 18 oddziałach. W tym na klasy pierwsze przypada oddziałów 10 z liczbą 250 uczniów. Ostatecznie rekrutacja zakończy się 27.08. Szkoła ma jeszcze 51 wolnych miejsc. Pani dyrektor mówi, że ogólnie z przebiegu rekrutacji jest zadowolona. Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych im. AK Obwodu Grójec Głuszec przyjął aż 425 pierwszoklasistów. Dotychczas w całej szkole uczyło się ponad 460 uczniów, więc te dane dają obraz skali trudności, z jaką borykać się musi szkoła. Sale lekcyjne, plan zajęć… Trudno to sobie wyobrazić. Nowi uczniowie zostali przydzieleni do 15 klas pierwszych. Jest jeszcze niewielka na chwilę obecną liczba wolnych miejsc. W ostatecznym rozrachunku do 6 szkół średnich będących w gestii Starostwa Powiatowego w Grójcu przygotowano 2144 miejsca. Naukę w tych szkołach podejmie prawdopodobnie 1288 osób – ponad 750 więcej niż w roku ubiegłym (dane te mogą ulec zmianie). Na zakończenie przytoczę ponownie słowa Pana Darka: – Reasumując, chciałbym wszystkim uczniom, którzy w tym roku prowadzili nierówną walkę o swoją upragnioną szkołę, pogratulować wytrwałości, a tym, którzy nadal ją prowadzą życzyć cierpliwości – z pewnością się uda.”

Artur Szlis